Dwa koncerty, dwa światy…

Płyta uczestników koncertu chorzowskiego

Płyta uczestników koncertu chorzow­skiego

Koncerty, o których chcę tu napisać, różnią się z wielu powodów. Przede wszystkim tym, że na pierwszym nie byłem i tylko częściowo słyszałem w radiu, na drugim udało mi się być. Pierwszy był w Planetarium Śląskim w Chorzowie, drugi miał miejsce w bazylice o.o. salezjanów w Warszawie. Pierwszy trwał parę dni i był imprezą z licznymi sponsorami, drugi trwał tylko parę godzin. Pierwszy stał się zapowiedzią cyklicznych wydarzeń, drugi pozostał efemerycznym zjawiskiem. Łączy je natomiast gatunek: muzyka synteza­to­rowa + wokal.

Koncertowi Józefa Skrzeka i zaproszonych przez niego przyjaciół towarzyszyły astronomiczne wizuali­zacje na kopule planetarium, przez co grana muzyka zyskiwała dodatkowy, kosmiczny wymiar, lecz pozostawał on jakby tylko materialny, ograniczony do tego, co widzialne i namacalne.

Zupełnie inaczej było w przypadku koncertu w bazylice. Tu nic jawnie nie sugerowało kosmicznego wymiaru dźwiękowej podróży w czasie i przestrzeni. No, może występ supportującego zespołu „Solar Moon” swą nazwą i tak samo zatytułowanym utworem mógł sugerować jakieś pozaziemskie proweniencje. A jednak…

Autor z Klausem Schulze po warszawskim koncercie

Autor z Klausem Schulze po warszaw­skim koncercie. Fot. Grzegorz Bieliński

Rozstawione instrumentarium Klausa Schulze swoim wygladem kojarzyło się niektórym z obrazami sterowni kosmolotów widzianych w przeróżnych filmach sf, a łagodnie zmieniające się światła diodowych reflektorów rozpraszane na dymach leniwie snujących się po obszernym wnętrzu majestatycznej budowli mogły przypominać, iż Wszechświat światłem jest utkany. Wreszcie przejmujący do szpiku kości wokal Lisy Gerrard obdarzonej głosem o rzadko spotykanej skali, której całe ciało w czasie występu staje się jednym skomplikowanym instrumen­tem. Wszystko to sprawiało, że w świadomości słuchaczy otwierały się wrota percepcji Kosmosu, który wymyka się szkiełku i oku uczonych. Kosmosu, którego nauka dotyka jedynie zawiłymi równaniami matematycznymi, który daje sie dotknąć jedynie w wymiarze intelektualnym czy wręcz duchowym. Kosmosu, w którym czujemy nienazwaną strukturę, dotykając Początku i Końca Wszechrzeczy. Tego Kosmosu, w którym światło, dźwięk i kwarki znajdują wspólny mianownik.

Swoiste muśnięcie Ostatecznego Równania…

Dwa koncerty, dwa światy — jak dwa podejścia do poznania Wszechświata…

A może to tylko złudzenie? Zapis dvd warszawskiego koncertu Klausa Schulze i Lisy Gerrard zapewne nie dostarczy przygodnym odbiorcom tych samych emocji, które rodziły się w trakcie występu na żywo. Może trzeba było uczestniczyć osobiście w muzycznym spektaklu pod chorzowską kopułą, by odczuć coś więcej?

Muzyki Józefa Skrzeka i przyjaciół już można posłuchać z płyty. Nagrania Klausa i Lisy są także dostępne. Ale czy oglądanie choćby najlepszych zdjęć Kosmosu może zastąpić samodzielne spojrzenie w Niebo?

(Źródło: „Urania — PA” nr 1/2009)