Dźwiękowa podróż Voyagerów

Misja dwóch sond kosmicznych Voyager była i jest chyba najbardziej spektakularną podróżą podjętą przez Człowieka. Z oryginalnych zapisów elektromagnetycznych „głosów” planet i ich księżyców powstała unikalna seria nagrań dźwiękowych — pięcioczęściowa „Symfonia Planet”.

Symphonies of the Planets 1

Pamiętam, jak wielkie wrażenie robiła scena słynnego filmu Stanleya Kubricka „Odyseja kosmiczna 2000”, w której astronauta po wyjściu w otwartą przestrzeń odbywa swój bezgłośny balet (dopiero po pewnym czasie scenie tej towarzyszy muzyka). Stanowiło to niesamowity kontrast wobec wszechobecnych świstów przelatujących statków i wybuchów eksplozji znanych z filmów w rodzaju „Gwiezdnych wojen”. Wszak, jak uczy elementarna fizyka, w próżni dźwięki się nie rozchodzą.

Jednakże, chociaż przestrzeń międzyplanetarna jest wirtualną próżnią, to wcale nie oznacza, że jest pozbawiona dźwięków. Dźwięki zaklęte są w elektromagnetycznych drganiach. Specjalnie przygotowana aparatura na pokładach Voyagerów wykonała specjalne eksperymenty mające na celu złowienie i zapisanie tych wibracji w zakresie słyszalnym dla ludzkiego ucha.

Przypomnijmy. W sierpniu i wrześniu 1977 r. dwa statki kosmiczne Voyager rozpoczęły przelot i badanie planet olbrzymów: Jowisza i Saturna. Voyager I, po pomyślnym spotkaniu z obiema planetami, wyszedł poza płaszczyznę ekliptyki, by zacząć badanie przestrzeni międzygwiazdowej. Rejs Voyagera II przewidywał nie tylko spotkanie z Jowiszem (lipiec 1979) i Saturnem (sierpień 1981), ale również zawierał w swym rozkładzie zbliżenie z Uranem (styczeń 1986) i Neptunem (sierpień 1989). Z oboma Voyagerami utrzymywano łączność za pomocą specjalnego systemu kontroli i komunikacji Deep Space Network (DNS), stworzonego przez Laboratorium Napędów Odrzutowych (JPL) NASA w Pasadenie. Stacje DNS rozlokowane są na pustyni Mohave w Kalifornii, niedaleko Madrytu w Hiszpanii i w pobliżu Canberry w Australii.

Każdy statek kosmiczny niósł na pokładzie instrumenty do 10 badań naukowych, z których 5 posłużyło do wykonania „Symfonii Planet”. Były to m.in. magnetometry (po 4 rozmieszczone wzdłuż 13-m wysięgników), detektory plazmowe i detektory niskoenergetycznych cząstek naładowanych (LECP).

Źródłami łowionych dźwięków były:

  • szumy radiowe o częstotliwościach w obrębie pasma akustycznego (20–20 000Hz) wywoływane obecnością strumieni naładowanych cząstek powstających w wyniku oddziaływania wiatru słonecznego z magnetosferami planet,
  • szumy powstające w obrębie magnetosfer planetarnych,
  • fale radiowe pochwycone wewnątrz magnetosfer oraz jonosfer planet,
  • własne szumy elektromagnetyczne przestrzeni międzyplanetarnej,
  • szumy wytworzone przez wiązki naładowanych cząstek w sąsiedztwie planet, ich księżyców jak i w samym wietrze słonecznym,
  • szumy obserwowane w pobliżu pierścieni planet wywołane zderzeniami naładowanych cząstek pyłu z korpusem Voyagera oraz z antenami odbiornika.

Dziwna to muzyka, rzec by można, nieludzka. Utwierdza nas w przekonaniu, jak obca jest człowiekowi przestrzeń kosmiczna. Jest jednak na swój sposób intrygująca. Tak, jak intrygujące jest wszystko, co znajduje się poza bezpośrednim zasięgiem gatunku homo sapiens sapiens.

(Źródło: „Urania — PA” nr 2/2003)