Słowo wstępne do nr 1/2018

Elegancka gala, przemówienia, gratulacje – na pierwszy rzut oka to uroczystość jakich wiele. Ale było w niej coś szczególnego. Sala wypełniona była bowiem ludźmi, których życiową pasją stało się pokazywanie nauki i jej praw. Robią to na różne sposoby, ale zawsze tak, by zarazić własną pasją innych. Znaleźć się w takim gronie to prawdziwy zaszczyt. A tym bardziej – odebrać nagrodę.

Popularyzator Nauki 2017 – tak nazywa się tytuł, który miałem przyjemność odebrać w imieniu redakcji wydawanego po patronatem „Uranii” programu „Astronarium”. Nie będę ukrywał, że jest to dla mnie szczególne wyróżnienie. Konkurs Popularyzator Nauki jest organizowany od 2005 r. przez Polską Agencję Prasową i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Nagradzane są w nim osoby oraz instytucje szczególnie zasłużone dla upowszechniania wiedzy o nauce i naukowych odkryciach. W roku 2014 nagrodę Popularyzatora Nauki otrzymała „Urania – Postępy Astronomii”. Teraz do zaszczytnego grona mogących się pochwalić tym tytułem dołącza „Astronarium”, które otrzymało główną nagrodę w kategorii „media”.

Osobiście traktuję tę nagrodę przede wszystkim jako dowód na to, że spotkanie świata nauki i świata mediów jest możliwe. A wcale nie musi być
proste. Przekonaliśmy się o tym zresztą w pewnym sensie na własnej skórze. „Astronarium” to wspólne dziecko Telewizji Polskiej i Polskiego Towarzystwa Astronomicznego. W naszej redakcji spotkali się dziennikarze – do których sam się zaliczam – oraz naukowcy, astronomowie. To, że udało nam się znaleźć wspólny język, uważam za coś wspaniałego – choć zarówno profesor Maciej Mikołajewski, jak doktor Krzysztof Czart mogą potwierdzić, że wcale nie stało się tak od razu.

Nauka i media mówią bowiem jakby różnymi dialektami. W nauce liczy się precyzja, dokładność, ważne są szczegóły. W mediach, w telewizji wszystko ma być proste i przystępne, do bólu nieskomplikowane. Połączyć te dwa stanowiska to jak łączyć ogień z wodą. Czy nam się to udało? Cóż, każdy może sobie wyrobić zdanie, oglądając „Astronarium”. Ja wierzę jednak, że tytuł Popularyzatora Nauki jest właśnie za to. Bo wiem, że kiedy zaczynaliśmy ten program w 2015 r., wielu astronomów patrzyło na nas nieufnie – i pewnie nie bez powodu. Dziś mam jednak poczucie, że tamta nieufność ustąpiła miejsca otwartości i zrozumieniu, z którymi spotykamy się na każdym kroku. Chyba nic nie daje mi takiej radości.

Za nami już ponad pięćdziesiąt odcinków „Astronarium”. Ale nie spoczywamy na laurach i już przygotowujemy kolejne. Ludzie czasem pytają mnie: „Czy nie zabraknie wam tematów?” Tymczasem z każdym odcinkiem, z każdym odwiedzonym obserwatorium, każdym poznanym naukowcem – nasza lista tematów do realizacji robi się coraz dłuższa. Zresztą – „Urania” ukazuje się od blisko stu lat i tematów jej absolutnie nie brakuje. Astronomowie ciągle dostarczają nam kolejnych informacji o tym, jak działa Wszechświat. My staramy się to jedynie pokazywać przez pryzmat ich pracy i badań. Cieszę się, że doceniło to jury przyznające tytuły Popularyzatora Nauki. Ale nagrody nie są najważniejsze. Wszechświat jest po prostu ciekawy. I warto o tym mówić.

Bogumił Radajewski

 

Zobacz spis treści numeru 1/2018