Słowo wstępne do nr 6/2017

Urania patronuje coraz liczniejszym imprezom w całej Polsce. Pretekstów do nich dostarczają atrakcyjne zjawiska na niebie, festiwale i pikniki naukowe, konferencje, konkursy i seminaria. Już nie wszędzie jesteśmy w stanie pojechać, choć redakcja nam się rozrosła. Najbardziej cenię i szczególnie bliskie są mi wydarzenia z pogranicza różnych dziedzin kultury, zwłaszcza nauki i sztuki. Ze szczególną nostalgią wspominam wielki koncert „Moc Klasyki — Planety” z udziałem dwutysięcznej publiczności w Sali Kongresowej, 4 lata temu w Warszawie.

Gdy podobny koncert — co tam koncert, cały festiwal! — organizowano na toruńskich Jordankach, jak zwykle okazało się, że najciemniej pod latarnią. Nie tylko nikt nie przypomniał sobie o Uranii, ale nawet o całym wydarzeniu dowiedziałem się z gazety. Miało to jednak tę zaletę, że zamiast handlować czasopismem w foyer nowej, pięknej Sali Koncertowej, mogłem się oddać wyłącznie kontemplacji wysokiej sztuki.

Szczerze mówiąc, geocentryczne (patrz oryginalna kolejność) Planety Gustava Holsta — poza Marsem i Jowiszem — zawsze wydawały mi się trochę nudne. W mojej akademickiej karierze przeduraniowej też nigdy nie zainteresowałem się Układem Słonecznym i bezpośrednią eksploracją kosmosu. Ileż też można się przyglądać obrazom planet i ich księżyców z sond badawczych? A jednak tym razem połączenie przestrzeni dźwiękowej i wizualnej dało efekt zdumiewający. Podziwiać należy dyrygenta, Mariusza Smolija, który ustąpił nieco chwały dwóm niezastąpionym narratorom, Piotrowi Majewskiemu i Jerzemu Rafalskiemu, autorom stworzonej na potrzeby wydarzenia multimedialnej animacji. Efekt okazał się zdumiewający, co 700-osobowa publiczność nagrodziła długotrwałą owacją. Orkiestra ustawiona nad kanałem zabrzmiała niezwykle soczyście, a muzyka nabrała niezwykłego, ilustracyjnego charakteru. W krótkich wprowadzeniach do kolejnych części suity i na kolejne orbity przydało się radiowe i telewizyjne doświadczenie Piotra i Jurka — ani jednego słowa za dużo, ani jednego za mało! Najbardziej olśniewające były jednak same obrazy planet z ich księżycami, pierścieniami, obłokami i zorzami polarnymi. Próbując przekonać kolejnych ministrów o konieczności powrotu astronomii do programu edukacji, wielokrotnie przytaczałem argument, że właśnie takie obrazy nieba miały decydujący wpływ na wybór studiów politechnicznych przez kadry inżynierskie najbardziej rozwiniętych krajów świata. Dopiero jednak zaprezentowany na koncercie pokaz mógł przekonać o sile takiego przekazu. Bezcenne też okazało się dyskretne wplecenie niespodziewanych poloniców pośród nazw tworów geologicznych na planetach wewnętrznych i krater… Holst na Marsie.

Od kilku lat zastanawiam się, gdzie i kiedy zorganizować obchody 100-lecia Uranii. W Warszawie, gdzie w 1919 r. powstały pierwsze powielaczowe, a w 1922 pierwsze offsetowe egzemplarze? A może w Krakowie, blisko powojennej siedziby PTMA, pierwszego właściciela tytułu? I właśnie podczas tego koncertu pomyślałam, że może jednak tu, w Toruniu? Tu od 20 lat mieści się redakcja i magazyn pisma, wcześniej działała redakcja Postępów Astronomii, których formę przyjęło pismo po połączeniu. Wokół toruńskiej redakcji powstało całe edukacyjno--popularnonaukowe „imperium” Uranii: portal internetowy, serial naukowy Astronarium, kanały
edukacyjne na YouTube „Niebo na dłoni” i „Urania TV” (start niedługo) oraz internetowy informator AstroGPS.

W Toruniu i okolicach mamy obserwatorium, planetarium, pomnik planetoidy i kilkanaście astrobaz. Miasto to miejsce kopernikańskiego kultu i uczelni. A co najważniejsze, mamy tu fantastycznych ludzi, przyjaciół i znajomych, którzy za astronomię pójdą w ogień.

Maciej Mikołajewski

Zobacz spis treści numeru 6/2017