Pseodonauka, czyli kometarna Wenus Wielikowskiego

Wenus wraca na wieczorne niebo. Kontrowersyjna praca z 1950 roku głosi, że planeta ta była w rzeczywistości kometą, która niemal zderzyła się z Ziemią - i to dwukrotnie!

Autorem tej dziwnej rozprawy naukowej na temat przeszłości Układu Słonecznego był urodzony w Witebsku, pracujący w Stanach Zjednoczonych psychiatra Immanuił Wielikowski (ang. Immanuel Velikovsky, 1895–1979). Okazuje się, że w jego czasach spowita grubą warstwą chmur Wenus silnie pobudzała wyobraźnię. Planeta ta obserwowana za pomocą teleskopu wykazuje charakterystyczne fazy oraz zmienia janość, jednak nie da się dostrzec żadnych szczegółów jej powierzchni. Dawni astronomowie nie wiedzieli więc zbyt wiele o tym najbliższym nam świecie - zmieniły to dopiero sondy kosmiczne i wynalezienie radaru, który ukazał nam jej rzeźbę terenu w latach sześćdziesiątych XX wieku.

Blisko sto lat wcześniej Wielikowski ukończył swój słynny rękopis zatytułowany "Worlds in Collision" ("Światy w zderzeniach"). Książka bazowała na ówczesnym braku solidnej wiedzy naukowej i prezentowała wyjątkowo dziwną na dziś dzień teorię formowania się i ewolucji Układu Słonecznego. Wielikowski, wcześniej student historii, prawa, biologii i psychoanalizy, utrzymywał, że wewnętrzne planety dopiero niedawno przyjęły swe obserwowane, stabilne orbity. W jego wizji Wenus była pierwotnie wielką i nietypową kometą, którą w wewnętrzne obszaru naszego układu wyrzucił Jowisz (miało to mieć miejsce około 1500 roku p.n.e.). Co więcej, ta wędrująca kometa zdążyła w tym czasie uderzyć w Słońce, dwukrotnie musnąć Ziemię o włos, oraz zderzyć się z Marsiem. Dopiero po tych przygodach Wenus osięgnęła jego zdaniem prawie idealnie kołową orbitę.

Podstawą całego tego zdumiewającego wywodu nie były jednak szczegółowe obliczenia ruchów orbitalnych planet, ale niezachwiana wiara Wielikowskiego w historie wzięte wprost ze Starego Testamentu, oraz, co ciekawe, kosmologiczne mity zaczerpnięte z Chin, Ameryki Środkowej, Indii, Asyrii i innych kultur. Autor szukał również związków mechaniki Układu Słonecznego z plagami, jakich mieli doświadczyć dawni Egipcjanie. Jego zdaniem to właśnie Wenus dawała na wszystko właściwą odpowiedż.

Długi warkocz "komety" Wenus, ciągnący się za nią od Jowisza, spowodował na przykład spustoszenie w kraju Faraonów, gdy Ziemia przeszła przez niego dwa razy. I choć uniknęliśmy wówczas bezpośredniej kolizji, tymczasowa bliskość Wenus miała wówczas wywołać zmianę orbity Ziemi i nachylenie jej osi rotacji do płaszczyzny ekliptyki. A także odwrócenie jej biegunów magnetycznych, a co za tym idzie - ogólnoświatowe powodzie, huragany i erupcje wulkanów. Wszystko to zapisało się w ludzkiej historii, choć nie do końca, gdyż (jak twierdził Wielikowski) żadna z tych globalnych katastrof nie została opisana przez naszych przodków, którzy cierpieli wówczas na "zbiorową amnezję".

Wielikowski zdawał sobie sprawę (i przyznawał), że jego scenariusz jest sprzeczny z fizyką. Jednocześnie jego zdaniem wszelkie te niespójności nie wynikały z mieszania mitów z faktami - wskazywał on natomiast na "potrzebę nowego podejścia do mechaniki niebieskiej, w której siły elektryczne i magnetyzm potęgowały siłę grawitacji". Ówczesni astronomowie byli tym podejściem oburzeni i autor miał początkowo spore problemy z opublikowaniem swojego "dzieła". Książka "Worlds in Collision" stała się jednak niezwykle popularna w XX wieku, w latach pięćdziesiątych, szczególnie w środowisku nowojorskich literatów. Z czasem trafiła nawet na szczyt listy bestsellerów New York Timesa i utrzymała się tam w pierwszej dziesiątce przez pięć miesięcy.

Sam Wielikowski, krytykowany i wyśmiewany przez niemal wszystkich zawodowych astronomów, pozostał... dobrym znajomym Alberta Einsteina. Z czasem na koncie jego naukowych dokonań pojawiły się też pewne sukcesy - wskazał on na przykład to, że Jowisz może być źródłem energii radiowej, miał też rację co do faktu, że Wenus musi być bardzo gorąca.

Tymczasowa, ale ogromna popularność teorii Wielikowskiego może być zastanawiająca. Pamiętajmy jednak, że podobne pseudonaukowe hipotezy są powszechnie głoszone i dziś - i choć jeszcze trudniej jest je opublikować, w szybkim tempie rozprzestrzeniają się one za pośrednictwem Internetu.

Tymczasem Wenus w tym miesiącu wraca na wieczorne niebo, na którym zagości aż do września. Wiosenne i letnie noce będą zatem doskonałe do obserwacji pięknej Gwiazdy Wieczornej.


Zdjęcie: Wenus spędzi większość tego roku na zachodnim niebie i będzie widoczna krótko po zachodzie słońca. Osiągnie największą jasność z końcem września. Na tej grafice jej tarcza została powiększane w celu zwiększenia czytelności.
Źródło: Sky & Telescope


Czytaj więcej:


Źródło: Sky&Telescope

Obrazek: Wenus wykazuje fazy do złudzenia przypominające fazy Księżyca. Wynikają one z faktu, że planeta ta okrąża Słońce leżąc wewnętrz orbity Ziemi. Powyżej widzimy tę zmienność zarejesterowaną w roku 2017 w bliskim ultrafiolecie.
Źródło: Sean Walker